dodano: 2011-07-29 16:43:47
Ceny samochodów niejednokrotnie potrafią przyprawić o zawrót głowy. Nie dziwić powinna zatem tendencja, w świetle której Polacy coraz częściej sprowadzają używane samochody zza (głównie zachodniej) granicy. Bogactwo oferty przytłacza, za czym niestety bardzo rzadko idzie wzmożona ostrożność kupujących. „Bezwypadkowy, jeden właściciel – 70-letni adwokat”, „z pierwszej ręki, oryginalny przebieg” czy „sprowadzony, do opłacenia” – tego typu oferty to codzienność w większości serwisów pozwalających na publikację ogłoszeń.
Czy jednak warto wierzyć, że 17-letnim Oplem Calibrą z 300 tysiącami kilometrów przebiegu jeździł 70-letni adwokat? Chyba nie do końca. I tutaj tkwi problem – sprowadzane samochody kuszą przede wszystkim ceną. Prawdziwej ich historii nikt jednak nie może być pewien – jak bowiem, mając kontakt wyłącznie z pośrednikiem, przekonać się, czy 70-letni adwokat nie był w rzeczywistości 17-letnim „królem szos”? Nie można oczywiście powiedzieć, że wszystkie samochody z zagranicy to istne – nomen omen – samochody-pułapki, jednakże przed zakupem warto dogłębniej prześledzić historię pojazdu. Znajomość prawdziwych losów „niebywałej okazji, jaka nie powtórzy się już nigdy” niejednokrotnie pozwoli uniknąć nietrafionego zakupu, a w konsekwencji także i sukcesywnie rosnących kosztów „absolutnie niespodziewanych napraw”. Kiedy natomiast nie ma możliwości zajrzeć w głąb historii pojazdu, warto przynajmniej zajrzeć w głąb jego samego – wystarczy w tym celu udać się do dowolnego serwisanta, by już po chwili wiedzieć, co tak naprawdę w trawie piszczy, a co zacznie piszczeć dopiero w chwilę po zakupie.