dodano: 2011-07-29 16:31:16
Jedziemy spokojnie, pustą drogą, kiedy nagle z któregoś z kół dobiega donośny huk, po czym samochód bardzo wyraźnie zaczyna ściągać na którąś ze stron. Z opony momentalnie ucieka powietrze. Nie ma rady, guma przebita. Złośliwi dodaliby, że lepiej w takiej sytuacji, a nie w innej, jednakże obie bywają kłopotliwe. Co robić? Przede wszystkim, zatrzymać się. Mimo iż wielu osobom wydaje się, że „niedaleko mają, dojadą”, kontynuowanie jazdy jest największym błędem, jaki można popełnić. Nie pozostaje nic innego, jak zakasać rękawy i wziąć się za wymianę koła. Niegdyś było łatwiej – w każdym samochodzie znajdowało się pełnowymiarowe koło zapasowe, którym z powodzeniem można było zastąpić uszkodzone, po czym jechać beztrosko dalej. Aż do następnego przebicia. (Jak głosił Murphy, prawdopodobieństwo przebicia opony jest odwrotnie proporcjonalne do liczby posiadanych kół zapasowych).
Obecnie, w większości samochodów – dla oszczędności miejsca w bagażniku – umieszcza się tzw. dojazdówki, koła zauważalnie węższe od standardowych. Ich zadaniem jest wyłącznie zapewnić bezpieczeństwo podczas kilkunastu – kilkudziesięciu kilometrów dojazdu z ograniczoną prędkością do najbliższego zakładu wulkanizacyjnego, gdzie do porządku doprowadzić można uszkodzoną oponę. Tymczasem także i „dojazdówki” wychodzą już z użycia – coraz częściej zastępuje je zestaw naprawczy, którego skuteczność zależy nie tylko od rozległości uszkodzeń (nadaje się wyłącznie do przebić nie przekraczających rozmiarem 4 milimetrów), ale – jak pokazuje praktyka – także i od „złośliwości rzeczy martwych”.