dodano: 2011-07-29 16:48:17
Zimą, kiedy temperatury za oknem rzadko kiedy wspinają się powyżej „zera”, zaś słońce wydaje się wschodzić dopiero koło południa, wstawanie jest jeszcze trudniejsze niż w przysłowiowy „poniedziałek po weekendzie”. Niestety, klątwę zimowych poranków w nie mniejszym stopniu odczuwają samochody. Posiadacze samochodów, które kilka ładnych lat mają już za sobą, doskonale wiedzą, w czym problem. Czasem wystarczy noc, by akumulator rozładował się całkowicie, zostawiając rozrusznik na pastwę losu. „Dziwne – jeszcze wczoraj działało” – wyrażają wtedy zaskoczone miny właścicieli. Tymczasem na uroki zimy szczególnie podatne są samochody z silnikiem diesla, wymagające znacznie większego napięcia, by odpalić.
Mimo iż w pojazdach najnowszej generacji problem ten zdawał się zostać wyeliminowany, wystarczy kilka lat przeciętnej eksploatacji, by klątwa zimy powróciła. Co jednak najgorsze, z problemem bardzo trudno jest sobie poradzić. Regularne podładowywanie akumulatora nie jest zalecane, zaś coroczna wymiana na nowy – kosztowna. Nie wszyscy mają także możliwość schowania samochodu na noc do garażu. Co zatem robić, by zminimalizować ryzyko „niemocy dnia następnego”? Stuprocentowo skuteczne rozwiązanie nie istnieje. Tym niemniej, jeżeli samochodem poruszamy się przede wszystkim na krótkich, kilkukilometrowych zaledwie trasach (np. z domu do pracy i z powrotem), warto przynajmniej raz na tydzień bądź dwa udać się na nieco dłuższą przejażdżkę – w ten sposób akumulator samoczynnie (z alternatora) i bezpiecznie dla niego samego się podładuje.