dodano: 2011-07-29 16:49:47
Niejednokrotnie odnieść można wrażenie, że dopiero co kupiony samochód to istna skarbonka – wymaga coraz to większego wkładu finansowego. Wymiana oleju, poluzowany pasek klinowy, zerwana linka sprzęgła, odgrzybienie klimatyzacji – wszystko to wydają się być drobiazgi, kiedy jednak przychodzi co do czego, okazuje się, że koszty napraw zdążyły przerosnąć rzeczywistą wartość samochodu.
By uniknąć przykrych niespodzianek – przynajmniej w pierwszych kilku latach eksploatacji – coraz więcej osób decyduje się na zakup samochodu w salonie. Nowy, nieużywany egzemplarz choć teoretycznie zagwarantować powinien czasową bezawaryjność. Praktyka praktyką, jednak „pierwsi właściciele” muszą zmierzyć się jeszcze z jednym problemem. Co złośliwsi twierdzą, że już w momencie opuszczenia salonu, w rzeczywistości po dwóch-trzech latach samochód traci około połowy swojej rynkowej wartości. Zatem kupno „nówki salonówki” jest inwestycją, nad którą wypada dobrze się zastanowić – kilkuletnia, choć bynajmniej nie gwarantowana, niezawodność to wydatek rzędu co najmniej 20 tysięcy złotych, przyjmując, że ceny najczęściej kupowanych samochodów nowych oscylowałyby wokół 50 tysięcy.
Drastyczny spadek wartości jest do zaakceptowania, kiedy szukamy pojazdu na wiele lat. Kiedy natomiast w niedługim czasie planujemy wymianę na inny, być może o wiele bardziej opłaca się wybrać model dwu- bądź trzyletni, w przypadku którego utrata wartości rynkowej nie postępuje już tak gwałtownie.