dodano: 2011-07-29 16:38:54
Wbrew pozorom nie o tańcu ani studniówkach tu będzie, a o problemie, z którym borykają się właściciele samochodów wszystkich marek. „Poloneza czas zacząć, powiedziała rdza do rdzy”, głosi znany dowcip, który – niestety – znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Co jednak najgorsze, korodują nie tylko Polonezy, ale także BMW, Audi, Fordy, Fiaty, o innych markach nawet nie wspominając. Choć zjawisko korozji nie sposób w 100 procentach zapobiec, bardzo skutecznie i przez wiele lat można je odwlekać. Rzecz w tym, by odpowiednio wcześnie odkrywać pojawiające się ogniska rdzy i w miarę możliwości od razu je usuwać. Niestety, rdza pozostawiona sama sobie bardzo szybko się rozprzestrzenia, sukcesywnie pochłaniając kolejne centymetry karoserii.
Biorąc pod uwagę, że ogniska korozyjne występują najczęściej u brzegów elementów i w miejscu ich łączenia, rdza powstała na jednej części bardzo szybko atakuje także sąsiednie. Mówiąc krótko, „leczenie” powinno odbywać się możliwie jak najszybciej. Czy jednak korozji można zapobiegać? Wypada stwierdzić krótko. Nie. Przynajmniej nie w pełni. Wystarczy prześledzić, czym ogniska rdzy bywają powodowane. Niedoskonałości lakieru, odpryski po uderzeniach żwirem, nieudane łączenie – wszystko to, przy wydatnej współpracy opadów, a w zimie chociażby wykorzystywanej do posypywania śniegu soli, perfekcyjnie sprzyja rozwojowi rdzy. W tej sytuacji jedynym skutecznym rozwiązaniem wydaje się najprostsze – nie jeździć wcale. Ale czy o to chodzi?